List gończy wystawiony, a mimo to Cichanouska "płakała z wdzięczności"? Łukaszenka o "uratowaniu" opozycjonistki

Sfałszowane wybory, brutalnie tłumione protesty, niekończące się sankcje i list gończy. Sytuacja na Białorusi szybko nie ulegnie zmianie. Niedawno pisaliśmy, iż Białoruś wystawiła list gończy za opozycjonistką Cichanouską.

Ciekawym jest, jak całą sytuację dotyczącą protestów i samej opozycjonistki przedstawia prezydent Łukaszenka. Zarzucił on niedawnej kontrkandydatce, że ta zapomniała, iż to "prezydent Białorusi ją uratował". 

Według Łukaszenki, po wyborach protestującym Białorusinom brakowało "ofiary sakralnej" i "mogła się nią stać kandydatka na prezydenta Cichanouska. To ona sama miała poprosić o wyjazd z kraju.

"Dałem rozkaz: pod ochroną, na jej własną prośbę, z ludźmi, o których poprosiła, jako eskortą, wywieźliśmy ją na Litwę do dzieci. A kiedy powiedziała, że nie ma pieniędzy, żeby tam przeżyć, zarządziłem, żeby wziąć z firmy państwowej 15 tys. dol. i jej dać. Bardzo panu dziękuję - płakała z wdzięczności", oświadczył prezydent Białorusi.

Co więcej, białoruska ambasada na Litwie miała pomóc opozycjonistce w przejeździe z Białorusi oraz w znalezieniu mieszkania. 

Przypomnijmy, że dwa dni po wyborach na Białorusi, minister spraw zagranicznych Litwy - Linas Linkeviczius - potwierdził pobyt Cichanouskiej, która powiedziała, iż sama podjęła decyzję o wyjeździe z kraju. Jednak według ministra kobietę prawdopodobnie do tego zmuszono.

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Źródło

SKOMENTUJ

6-2 =