"Gdy zostanie przekroczona czerwona linia, władza musi zareagować". Mocne słowa Łukaszenki o protestach

Sytuacja na Białorusi nie ulega poprawie, ponieważ strajki oburzonych wynikami wyborów prezydenckich obywateli nadal trwają. Tym razem głos w sprawie protestów zabrał sam prezydent Łukaszenka.

W trakcie wtorkowej narady z urzędnikami mówił: "Jak można ocenić fakt, że zaczęli wychodzić na tory i blokują szlabany. Może to prowadzić do poważnych wypadków kolejowych, katastrof i śmierci wielu ludzi".

"Są to działania zorganizowanych grup przestępczych noszących znamiona terroryzmu. Zaczynamy stawać w obliczu zagrożeń terrorystycznych", ocenił prezydent.

Według niego, "gdy zostanie przekroczona linia, władza musi zareagować". Łukaszenka nawiązał też do apelów ze strony Polski i Litwy o ultimatum, a także... strajk.

Co ciekawe, według głowy państwa, "[...] Teraz jest moment, w którym każdy musi wybrać drogę, którą będzie podążał w swoim życiu. Robotnicy nie chcą pracować - nie ma takiej potrzeby. Studenci - kto chce, niech się uczy. Kto uczestniczy z naruszeniem prawa w akcjach protestacyjnych, pozbawiony jest prawa do bycia studentem".

Tym samym otwarcie stwierdził, że protestujących studentów należy wyrzucać z uczelni. Ponadto, Łukaszenka zaapelował o zabieranie dzieci z ulicy, "aby później nie bolało".

Zdjęcie: Wikimedia Commons 

Źródło

SKOMENTUJ

9-2 =