Awaria elektrowni jądrowej? Eksperci alarmują, a Rosja stanowczo zaprzecza

W zeszłym tygodniu skandynawscy strażnicy bezpieczeństwa nuklearnego odkryli przewyższające dopuszczalne normy nagromadzenie izotopów promieniotwórczych w atmosferze. Specjaliści stwierdzili, że niebezpieczne dla zdrowia pierwiastki pochodzą z elektrowni jądrowych zlokalizowanych w zachodniej Rosji. Władze Kremla stanowczo zaprzeczają jakoby doszło do awarii sprzętu i wycieku radioaktywnych materiałów.

O niebezpiecznym promieniowaniu donieśli pracownicy służb bezpieczeństwa nuklearnego Finlandii, Norwegii oraz Szwecji i Holandii. Eksperci zgodnie przyznali, że źródłem niebezpieczeństwa zaobserwowanego w rejonie Bałtyku w dniach 22 i 23 czerwca jest któraś z czynnych elektrowni jądrowych, zlokalizowanych w zachodniej części Rosji. Zgodnie z ich opinią, wykryty w atmosferze radioaktywny materiał może wskazywać na „uszkodzenia elementu paliwowego”.

W związku z oskarżeniami przedstawiciele rosyjskiego organu ds. energii jądrowej wystosowali oficjalne oświadczenie, w którym dementują doniesienia o awarii w zakładach. Zgodnie ze stanowiskiem strony rosyjskiej obie elektrownie, zarówno leningradzka jak i kolska, funkcjonują w trybie normalnym, bez żadnych zakłóceń. Przedstawiciele tamtejszego Greenpeace sugerują, że odnotowane przez Skandynawów promieniowanie ma związek z transportem zużytego uranu. Według nich radioaktywny materiał był niedawno przewożony z Europy na teren Federacji Rosyjskiej.

Sprawę bada Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej działająca z ramienia ONZ. Polska Państwowa Agencja Atomistyki podaje, że zgodnie z pomiarami z 28 czerwca na terenie naszego kraju na szczęście nie wykryto groźnych dla zdrowia pierwiastków promieniotwórczych.

Źródło

Źródło

SKOMENTUJ

1+1 =