Amerykański Marsz Miliona w obronie reelekcji Trumpa. Doszło do starć z organizacjami lewicowymi

Kilkadziesiąt tysięcy, a według rzeczniczka prasowego Białego Domu Kayleigh McEnany nawet ponad milion osób, zebrało się 14 listopada w Waszyngtonie by wyrazić swoje poparcie dla kolejnej kadencji Donalda Trumpa i sprzeciwić się fałszerstwom wyborczym. Media na całym świecie gratulują Bidenowi, ale stronnictwa obecnego prezydenta USA zdają się nie poddawać.

Maszerujący zwolennicy Trumpa z Placu Wolności w kierunku Sądu Najwyższego na Wzgórzu Kapitolińskim skandowali: "Jeszcze cztery lata!" i "Powstrzymać kradzież!". Jednocześnie podkreślając, że nie zgadzają się z wynikami publikowanymi przez amerykańskie media, które w opinii zwolenników obecnego prezydenta USA zostały sfałszowane.

Uczestnicy marszu doczekali się pojawienia swojego lidera, który przejechał limuzyną wzdłuż pochodu, machając do zgromadzonych przez okno samochodu. Przebieg wydarzenia miał charakter pokojowy do czasu, gdy marsz oficjjalnie trwał. Po zakończeniu marszu, rozchodzący się ludzie zostali zaatakowani przez członków grupy Antifa. W trakcie ataku kilku zwolenników Trumpa zostało ciężko rannych.

W takcie interwencji policji zostało zatrzymane co najmniej 20 osób, a dwóch funkcjonariuszy policji zostało rannych.

Do wygrania wyborów w USA kandydat potrzebuje 270 głosów elektorskich. Jak podaje foxnews.com, obecnie Trump może liczyć 232 głosy, natomiast Biden na 290 głosów. Oficjalne wyniki wyborów poznamy prawdopodobnie 16 grudnia, kiedy zbierze się Kolegium Elektorów. Nowy prezydent zostanie zainaugurowany 20 stycznia. Jeżeli żaden kandydat nie otrzyma 270 głosów o wyniku zadecyduje Izba Reprezentantów.

Źródło

Źródło

SKOMENTUJ

5-1 =